Tiesto- Adagio for strings >> środa, 12 listopada 2008 20:38:22
O. zapytała co porabiam w Sylwestra. Przejrzałam kalendarz, terminarz, nawet palmtopa Boba i wyszło na to, że standardowo. Oglądam telewizor, bo raczej to, że zawartość telepudła mnie nie zaskoczy ani tym bardziej przyciągnie, jest prawie pewne.
Przy odrobinie szczęścia i silnej woli, powstrzymującej podnoszenie toastów (za mamusię, za tatusia, za Bronka- sąsiada) tuż po północy stosunkowo udanie zacznę Nowy Rok. Trzydziesty w moim życiu, co napawa mnie takim optymizmem, że większy entuzjazm przywołuje mi jedynie myśl o włożeniu sobie widelca do oka i przekręceniu.
Jest diabelna różnica między dwadzieścia, a trzydzieści. Po pierwsze Twój ginekolog zaczyna być monotematyczny- "po dziecku wszystko się unormuje", na co masz ochote go opluć, po drugie tłuszcz zaczyna gromadzić się w miejscach, w których wcześniej miało się talię osy, a przynajmniej pszczółki, ponadto, co najwazniejsze kobieta staje się realistką. Już wie, że kremy na zmarszczki prasują jedynie kieszeń, że w życiu należy polegać tylko na sobie, bo wszystko inne bywa zawodne od samochou po mężczyzn zycia, a co najwazniejsze, że już nigdy nie będzie tak jak dziesięć lat temu, kiedy to miało się lepszą przemiane materii i czas na hobby i rozwijanie się. W perspektywie ma się 40tkę, lifting i załamanie nerwowe. "I nawet nowa para butów z przeceny nie cieszy".
Przemyślawszy to wszystko doszłam do wniosku, że potrzebuję nowego samochodu.
komentarze [1]